ponieważ życie jest drogą

Zadni Mnich

Jedno było pewne – wspinaczka wysokogórska niezależnie czy prowadzona najłatwiejszą drogą czy bardziej wymagającą stanowiła dla nas wyzwanie, była to wyprawa poza strefę naszego komfortu.

szczyt poza strefą komfortu

   Kiedy podejmowaliśmy decyzję o wspólnej wyprawie w Tatry, wiedzieliśmy, że nie będzie to zwykła próba charakteru, a strefa komfortu pozostanie daleko za nami. Już w sferze wyobraźni była to dla nas, kompletnych amatorów „głęboka woda”. Jedno było pewne – wspinaczka wysokogórska niezależnie czy prowadzona najłatwiejszą drogą czy bardziej wymagającą stanowiła dla nas wyzwanie. W pełni świadomi braku umiejętności, ale z perspektywą sukcesu postanowiliśmy wspierać się przewodnikami z licencją*, która dawała nam poczucie bezpieczeństwa, profesjonalizmu i legalności działań przewodnika. Wiedzieliśmy, że w górach nie ma co “harcerzyć”, zbyt wiele osób ginie w górach każdego roku, często przez swoją lekkomyślność i przecenianie swoich możliwości.

   W Zakopanem nastroje były bojowe – dla wielu z nas była to pierwsza tak poważna górska przygoda, ale wszyscy wiedzieliśmy że czeka nas coś więcej niż tylko fizyczne wyzwanie. To miało być doświadczenie formujące charakter – zderzenie z naturą, z własnymi słabościami i lękami. Pierwsze zderzenie z rzeczywistością przyszło rano po noclegu w Morskim Oku. Przewodnicy przeglądając nasze podręczne plecaki wyrzucili połowę zbędnych (naszym zdaniem niezbędnych) rzeczy, które stanowić mogły dodatkowe kilogramy. Mżawka, mgła i śnieg to pierwsze wrażenia po wyjściu ze schroniska. Zaczynał się teren, który nie wybacza błędów – szczególnie zimą. Śnieg i lód zalegający na kamieniach czyniły podejście nieprzewidywalnym, a mgła nie ustępowała, skutecznie odbierając punkt odniesienia. Podejście w stronę Zadniego Mnicha prowadziło przez coraz trudniejsze partie terenu. Liny, raki, czekany – sprzęt, który do tej pory większość z nas znała tylko z teorii, teraz był jedynym gwarantem bezpieczeństwa. Każdy krok wymagał pełnego skupienia.  Zadni Mnich, choć mniej znany niż jego bardziej medialny brat Mnich, okazał się bardzo wymagający. Techniczny teren i dzikie otoczenie potęgowały poczucie izolacji i odpowiedzialności za siebie nawzajem. To już nie była korporacyjna sala konferencyjna. Tu nie liczyły się tytuły, tylko współpraca i odwaga. Po kilku godzinach zmagania – z warunkami, własnym ciałem i psychiką – osiągnęliśmy szczyt. Zadni Mnich ukazał się w całej swej zimowej surowości. Mgła się rozstąpiła, odsłaniając przepaście Doliny za Mnichem i białe szczyty Tatr. Chwila milczenia. Uczucie graniczące z euforią.

To nie był po prostu górski trekking. To była transformacja – wejście w przestrzeń, gdzie nie ma miejsca na maski, gdzie każdy mierzy się z sobą samym. Dla wielu był to moment graniczny – fizycznie i mentalnie. Mierzyliśmy się z realnym lękiem – wysokości, odcięcia od bezpiecznego środowiska, odpowiedzialności za partnera z zespołu. I pomimo asekuracji ze strony przewodników to jednak każdy z nas decydował o chwycie i kolejnym kroku.  Warunki pogodowe pokazały, że żadna strategia nie przetrwa bez adaptacji. Zdobycie szczytu Zadniego Mnicha w warunkach skrajnej ekspozycji było dla nas momentem przełomowym – dla niektórych symbolicznym „wejściem na wyższy poziom” nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Zapanowała cisza. Uczestnicy nie robili selfie. Każdy był skupiony na świadomości obecnej chwili – i na tym, że przekroczył samego siebie. Wyprawa na Zadniego Mnicha nie była tylko górskim wyzwaniem. Była szkołą pokory i pracy zespołowej w surowym, ale prawdziwym środowisku, które nie zna kompromisów. Tam, gdzie nie działają procedury i tytuły, pozostaje tylko człowiek – i jego decyzje.


*Przewodnicy zdobywając licencję IVBV przechodzą kilkuletnie, bardzo rygorystyczne szkolenie obejmujące wspinaczkę letnią, zimową, narciarstwo wysokogórskie, lawinowe i ratownictwo. IVBV oznacza Międzynarodową Federację Związków Przewodnickich, która funkcjonuje także pod skrótami UIAGM (francuski) i IFMGA (angielski). To organizacja założona w 1965 roku, ustalająca międzynarodowe standardy szkolenia dla przewodników wysokogórskich. Posługiwanie się tymi uprawnieniami wymaga wieloletniego, intensywnego szkolenia, bogatego doświadczenia we wspinaczce, narciarstwie skiturowym, alpinizmie, wspinaniu lodowym oraz zdania trudnych egzaminów. Pozwala na prowadzenie wypraw w terenie wysokogórskim, często poza szlakami.

Marek

W drodze do schroniska

nad morskim okiem